Czy mieszkańcy v-świata cierpią na bezsenność?
Przeglądając wiele postów, artykułów, dokumentów prawnych, zauważyłem bardzo ciekawą rzecz. Duża część z nich została opublikowana tuż, a nawet grubo po północy. Ja cierpię na taką bezsenność z powodów czysto fizjologicznych, albowiem jestem kłębkiem nerwów a nawet po prostu z uzależnienia, a inni mieszkańce mikronacjii?
Zastanawia mnie związek pomiędzy bezsennością, mikronacjamii, a nawet uzależnieniem się od komputera, mikroświata. Czy nie ważniejsze jest to, aby zdrowo się wyspać? Albo ważniejsze jest jednak to, aby się dobrze bawić, dać jakiś post/dokument na stronie swojej mikronacjii? Uzależnienie to poważna sprawa, a sam uzależniony niezbyt zdaje sobie z tego sprawę, że jest uzależniony. A więc czy mikronacje to bezpieczna zabawa? Z drugiej strony, co jest bezpieczne, generalnie człowiek otoczony jest pełnią niebezpieczeństw, więc wydawać by się mogło, że mikronacje nie są złe, i też taką tezę popieram, ale oczywiście wszystko ma swój umiar.
Powracając do tych postów po północy, to jak widzę artykuły wysłane o 2 w nocy, to troszeczkę dziw mnie bierze, a zarazem zastanawia mnie, czy z jakimś uzależnieniem nie mamy tutaj do czynienia. Oczywiście nie wszystkich to tyczy, gdyż nie wszyscy siedzą do 2-3 w nocy, aby coś opublikować dla swojego v-państwa, gdyż mikronacje to przede wszystkim dobra zabawa, a nie męczarnia kosztem własnego zdrowia. Uzależnienie od komputera przez psychologów w jego sile jest uznawane na równi z alkoholizmem, ciężko wyleczyć takie uzależnienia.
Powyższy filmik jest pewnie trochę przekoloryzowany, ale troszeczkę prawdy w tym chyba jest.
UKZT, ojczyzno moja!
Nie należę do najstarszych mieszkańców wirtualnej społeczności, ani też chyba nie najmłodszym, gdyż już ponad pół roku wiernie przesiaduję w jednej mikronacjii – Udzielnym Księstwie Zakonu Templariuszy. Przed zamieszkaniem w UKZT miałem bardzo długie i dość bolesne v-życie w Wirtualnym Świecie (dla zainteresowanych, kto jeszcze nie wie co to za mikronacja, a dokładniej gra, tutaj link:http://www.wirtualny-swiat.com), ale o tych wydarzeniach nie chciałbym mówić. Dołączyłem do mikronacjii już jako raczej doświadczony działacz w państwach wirtualnych, więc nie długo musiałem się wtajemniczać w specyfikę mikronacjii. Mym pierwszym nazwiskiem, którym się posługiwałem w wirtualnej rzeczywistości było Rainer von Steinberg, które obecnie używam naprzemiennie z mym obecnym: Ludwik Bourbon. 4 września ubiegłego roku zarejestrowałem się na stronie UKZT pod wpływem zachęceń obecnego Arcyksięcia UKZT – Fryderyka Wilhelma I Bourbona (wcześniej Habsburga). Na początku niechętnie udzielałem się w tym wspaniałym państwie, a Fryderyk, który ściągnął mnie abym wspomógł rozwój tegoż państwa bardzo irytował się na moją bierność. Kiedy jednak wciągnąłem się w mikronacje ku nieszczęściu Fryderyka przeszedłem bardzo szybko na stronę opozycji w UKZT, co może bardzo mocno niektórych zdziwić, którzy sądzili, no i wszystko zresztą na to wskazywało, że ja i Fryderyk to taki duet, a prawda jest wręcz odwrotna, gdyż prawie od swojej aktywności stałem oporem w wielu jego działaniach. Zgadzaliśmy się tylko w formie rządów, ale nie w jego kształcie, czyli oboje popieramy monarchię (ja może mniej absolutną) i oboje popieramy twarde, konserwatywne rządy, a wszystko co jest poza tym nas różniło, ale to może na tyle jeśli chodzi o stosunki miedzy mną a Fryderykiem. Warty wspomnienia jest także dość długi epizod w Wolnym Mieście Micropolis, w którym to także prowadziłem bogate życie w grudniu ubiegłego roku, gdzie wpierw mogłem zostać prezydentem, a ponieważ to stare dzieje, śmiało przyznam się, że miałyby być one wygrane w oszukańczy sposób, kogo to był pomysł, a podkreślę, że nie mój, możecie Państwo domyślić się sami. Teraz mówię, że na szczęście WMM nie doczekało się one takiego prezydenta jak ja, czyli osoby bez specjalnych zdolności przywódczych (ale niestety chyba nigdy się nie doczekało, gdyż pewnie wielu z Was wie, że niedawno upadło), potem w sposób jeszcze gorszy dostałem się z Fryderykiem tam do władzy, był to okres dyktatury, wydanie wstydliwego dla mnie Aktu o ignorancji, a dyktatura trwała chyba łącznie 2 dni. Podsumowując ten i tak w skrócie epizod w WMM są to czasy wielkiej mej osobistej klęski i jednej z wielu plam na mej autobiografii. Po tych wydarzeniach w WMM skupiłem się tylko i wyłącznie na mej ojczyźnie: UKZT, w której to działo się czasem lepiej, czasem gorzej. UKZT ostatnio przezywało okres renesansu, a to znaczy konkretniej pełny rozwój państwa, duży i dość nagły napływ nowych, aktywnych mieszkańców. W szczycie tegoż renesansu było ich aż 15, co może wydaje się mało, ale dla porównania obecnie mamy 6, w porywach 8, a i tak jesteśmy nadal prężnie rozwijającym się państwem. Obecnie trochę się przystopowało, ale o tym poświecę pewnie osobny artykuł. Kiedy UKZT przezywało szczyty swojej potęgi, kiedy to nasz monarcha poczuł się bardzo pewnie, w końcu rządzenie 15 ludźmi to nie to samo co 3, nastąpił kryzys, spowodowany właśnie przeze mnie, a poszło o szczytne idee. Niewielu z Państwa zna wydarzenia z ubiegłego roku, kiedy to Rotria w bezczelny sposób uwięziła naszego dzielnego templariusza – monarchę i od tego czasu Fryderyk pała do nich nienawiścią, czemu trudno z reszta się dziwić. Wiele namieszał w sytuacji wewnętrznej nijaki Piotr Wolecki, który jest biskupem o ile już nie kardynałem w Kościele Rotrio-Chrześcijańskim (piszę z dużej litery z czystego szacunku, ale nie uznaję wirtualnych religii uważając je za sekty). Rotria niedawno odrodziła się z popiołów i na arenie międzynarodowej znów zawrzało miedzy UKZT, a dokładniej Fryderykiem, a całą Rotrią. Od tej chwili można by nazwać wielkim kryzysem. Ja jednak nie zważałem na te sytuację i mówiąc kolokwialnie olałem sobie oficjalny stosunek UKZT wobec Rotrii, co więcej nadal nie uważam abym postąpił źle – jako rektor Uniwersytetu Antiochii zwróciłem się do rotryjskiego Seminarium, aby zawrzeć sojusz naukowy między naszymi uczelniami, który zakończył się podpisaniem dokumentu. Wtenczas, na ta wiadomość, Fryderyk zdenerwował się, bo przecież granica między nauką a polityką jest taka cienka i chciał ingerować w wewnętrzne sprawy Uniwersytetu Antiochii, a ja jako także niespokojna osoba również się wkurzyłem i sprywatyzowałem tenże uniwersytet. W tym momencie można to określić jako zwykła złość osiągnęła swe apogeum i powstał nazwijmy to śmieszny dekret o szkolnictwie prywatnym, w którym opisane jest, że właściciele takich uczelni musieli by płacić niewyobrażalne sumy, tj. 2mln franków, co na warunki UKZT jest ogromna sumą. Dekret ten, a dokładniej jego projekt na szczęście nie przeszedł przez Sejmik Ziemski i zwyciężyła normalność, że tak to określę. Potem podałem się do dymisji z wszelkich stanowisk i zająłem się prywatnymi sprawami.
W UKZT sprawowałem wiele stanowisk, a najważniejsze to: skarbnik, minister kultury, wielki inkwizytor, szef specnazu. Jestem szefem trzech tamtejszych organizacji, kilku firm, a o reszcie, czego jest znacznie więcej zobacz sam: http://www.ukz.vgh.pl.
